czwartek, 4 grudnia 2014

ROZDZIAŁ IV- Cisza przed burzą...


Nie to nie możliwe mama jest w Czwórce, ostatni raz telefonowałam do niej miesiąc temu. Stwierdziła, że nie ma czasu na gadanie przez telefon, są ludzie, którym przyda się bardziej. Nie wiem czy zdaje sobie sprawę jak bardzo jej słowa mnie zabolały. To moja matka i cokolwiek by się nie działo jest członkiem mojej rodziny, nie da się zerwać więzi krwi. Ona zerwała naszą przyjaźń, moją troskę o nią. Już nie jest zakłopotaną kobietą, która ma wielkie serce i pomaga innym. Jedyne, co teraz widzi to praca. W dodatku osiem dystryktów dalej, choć to Dwunastka słynie z medycyny. Podchodzę bliżej. Tak to zdecydowanie moja matka. Czyżby raptem przypomniała sobie o mnie? A może wróciła tu tylko po obraz prymulki namalowanej dwa lata temu specjalnie dla niej od Peety. Zakochała się w nim. Potrafiła siedzieć w fotelu i oglądać go przez całą noc z kubkiem gorącej herbaty. Wtedy również nie liczył się nikt i nic. Szczerze mówiąc czuję do niej żal. Po stracie ojca to ja musiałam się wszystkim zająć, po stracie Prim uciekła ode mnie i nie pomogła mi w żaden sposób. Zostawiła mnie zupełnie samą. Jestem tuż za nią. Szłam specjalnie jak najwolniej by nie wydać żadnego dźwięku. Lekko złapałam ją za kark, odwróciła się.

-Aa aa! Katniss Everdeen co to za zachowanie? Jak ty się witasz? Myślałam, że cię czegoś nauczyłam. Widocznie na marne.- przede mną stoi Effie. Ubrała się w błękitną suknię oraz nałożyła zwykłe beżowe baletki, włosy miała spięte w kucyk.

-Przepraszam cię. Nie poznałam cię. Pomyiłam cię z kimś…

-Z twoją mamą?- przerwała mi.

-T… tak. Skąd to wiesz?- zgadła i w dodatku zaciekawiła mnie. Co ona takiego zrobiła, by największa łowczyni trendów przebierała się za nią.

-Skąd ja to wiem? Cały Kapitol jest podobizną ciebie lub twojej mamy. Pomyślałam,że ciebie miło zaskoczę, a poza tym to bardziej pasuje do mojego wieku.-jestem przerażona tą odpowiedzią. To, że przebierają się za mnie wiem doskonale od paru lat, ale że przebierają się za moją mamę? Najbardziej zdziwiło mnie to, że nieśmiertelna nastolatka przejęła się swoim wiekiem i odpowiednim do niego ubiorem. Koniecznie muszę się dowiedzieć o co chodzi w centrum Panem. Muszę powiedzieć reszcie, że cały Kapitol to ja albo moja matka.

-No to mnie zaskoczyłaś. A jak ubierają się chłopcy?

-Za Peetę, Finnicka albo za Haymitcha. Strój Gale'a budzi zbyt wiele kontrowersji.

-Kontrowersji? A cały Kapitol naprawdę tak wygląda? Nie żartujesz?- nie wierzę własnym uszom. To by w sumie wyjaśniało dlaczego Plutarch przyjechał do nas w zwykłych butach, a nie na dwudziesto centymetrowej koturnie.

-Katniss, nie oglądasz telewizji?. Otóż Gal jest w Dwójce i produkuje broń więc ludzie musieliby się przebierać w kombinezon produkcyjny z tego dystryktu.  Wyobraź sobie tysiące ludzi ubranych tak samo w kombinezon osoby, która zajmuje się dozbrajaniem kraju. Niezbyt subtelne prawda?- Uff, na szczęście rozwiała moje wątpliwości. Przez chwilę myślałam, że Gal zrobił coś czego potem by żałował, dziękuję jej w duchu.-A i owszem zdecydowana większość tak wygląda. Haha, przypomniałam sobie jak jedna dziewczyna tak upodobniła się do ciebie, że ludzie prosili ją o autografy, bo sądzili, że to słynna Katniss Everdeen. Och, jak się zdziwili gdy się spostrzegli, iż podpisy składa dziewczyna o imieniu Dona. Trafiła do wywiadu z Cesarem!

-To fantastycznie!- palnęłam największe głupstwo jakie w tej chwili mogłam. Na policzki wyskoczyły mi delikatne rumieńce. Mam nadzieję, że nie zapyta się mnie dlaczego. Musiałabym ją okłamać, a ja nie cierpię jej czegoś wmawiać.

-Och! Owszem. Ludzie dalej za tobą szaleją. Mimo, że niektórzy oskarżają cię iż to nie Kapitol jest w centrum wydarzeń i że muszą chodzić do pracy- tym razem mi się poszczęściło. Sama sobie wytłumaczyła całe zajście. Dopiero teraz coś mnie walnęło. Stoimy przed oknem, zamiast w domu. – Och. Effie zapraszam do środka, zaparzę herbatę i zjemy coś.- Weszliśmy do środka, gość muska opuszkami palców oparcia krzeseł i wybiera te po środku jakby było najszlachetniejsze i najbardziej dorównujące jej wymaganiom. Na stole stoją dwa kubki pełne naparu z zielonej herbaty, a na stole są postawione dwa talerzyki z potrawką z zająca. Zioła zostały mi jeszcze od Śliskiej Sae sprzed roku. Tyle się zmieniło w całym Panem, ale nie w moim domu. Dalej są te same meble, zdjęcia, zielnik matki, ubrania. Mam wrażenie, że wszystko dookoła pędzi i ściga się ze sobą, a ja i mój dom stoimy w miejscu i czekamy na swoje pięć minut, które nastąpiło i zostało pominięte lub dopiero przygotowuje się by nas zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie.

-Więc Effie po co przyjechałaś?- musiałam się o to zapytać. Naprawdę mnie to nurtuje. Dlaczego?

-Um- właśnie przełknęła kawałek udka.-Mmm… pyszne.-z grymasem na twarzy połyka malutki kawałek- Och.. po co przyjechałam? Przyjechałam ci pogratulować, zostania mentorem. To nie zwykle ważna posada, a przynajmniej dla tych szczęśliwców jesteś ich jedyną Nadzie… - próbuje mnie zbić z tropu. Pani Effie Trinket nigdy, ale to przenigdy nikogo nie zwodzi. Uważa, że to nie kulturalnie tak kogoś obrażać, bowiem takim sposobem ukazuje się pogardę, albo to, że rozmówca jest poniżej naszego poziomu.

-Do rzeczy. Nie lubię jak ktoś mnie nie umiejętnie okłamuje.- przerwałam jej właśnie w momencie gdy rozkręca swoją myśl.

-Och! Panienko Katniss! Co to za zachowanie przerywać starszym? Musimy wybrać się na spacer nie mogę rozmawiać w takim klimacie, muszę wyjść na zewnątrz.- jestem przerażona. Co ta delikatna Trinket może ukrywać przede mną? Zgadzam się na jej pomysł i wychodzimy z domu. Pozwalam się jej prowadzić i kieruje nas wprost do lasu. Przeżywam Deja wu. Czyżby to jakaś zmowa? Test mojej wytrwałości? Otwieram bramę i teraz ja prowadzę prosto nad jeziorko. Powietrze jest orzeźwiająco chłodne, a wiatr delikatnie muska lustro jeziorka, powodując małe fałdki na jego tafli. Chatka stoi za nami, mimo tylu lat wciąż dobrze się trzyma. Stoję pełna podejrzeń obok tej niecodziennie ubranej wiecznej nastolatce. Cisza trwa, trwa, i trwa. W końcu coś wykrztusiła:

-Umm, Katniss, złotko, kochanie, ulubienico moja. Przybyłam z prośbą by wyruszyłaś ze mną natychmiast do Kapitolu. Musimy dowiedzieć się więcej na ten temat. To znaczy na temat Siedemdziesiątych szóstych Igrzysk Śmierci. Bowiem one nie będą takie zwykłe, według mnie mają być one jedynie ich ponownym startem, pojawią się zapewnie kolejne edycje. Paylor obawia się kolejnego buntu, tym razem Kapitolu, obawiam się, że będzie chciał przywrócić tą swoistą rzecz powrotem do łask i ich celem będzie pozbycie się jej jedynego wroga…

-Mnie.

-Dokładnie i jeszcze Peety, a i Haymitcha. Jesteście jej jedynym zagrożeniem. Finnick nie żyje zostaliście tylko wy, reszta ma za mało do powiedzenia. Miejcie się na baczności bo niewykluczone, że za rok, może dwa staniecie ponownie na arenie i ostatecznie będziecie się zabijać, aż do skutku. – no to Effie mnie „zabiła”. W ostateczności może i ma jakąś tam rację. Muszę o jej przybyciu koniecznie poinformować Haymitcha i Peetę, jednocześnie nic nie mówiąc Plutarchowi. Kończę rozmowę i wychodzimy z lasu. Zostawiam ją w domu i informuję, że zaraz wrócę, szybko idę do Melarka, a potem razem do mojego anioła stróża. Abermathy zdecydował, że musimy jak najszybciej wydalić Elfie powrotem do Kapitolu, a następnie samym wyruszyć. Jest już około siedemnastej. Zmarnowaliśmy tyle czasu. Cieszę się niezmiernie, że jest lato. Słońce jeszcze świeci i przyjemnie ogrzewa moje ciało. Stoimy właśnie przed moim domem.

-Witaj, Elfie. Katniss wszystko dokładnie nam opowiedziała. Twierdzę, że masz rację. Igrzyska nie odbywają się w dystryktach dlatego też twoje przybycie zapewne wzbudza kontrowersje wśród wielu osób. – jestem pod wrażeniem słów Haymitcha. Tak stosownie i dość obojętnie je dobrał.

-Witaj. O nic się nie martw. Wszystko mam pod kontrolą bowiem za dokładnie sześć dni macie się stawić w Kapitolu, a ja przyjechałam poinformować was oficjalnie o tej rzeczy i przekazać wam, a konkretnie tobie to.-Przekazała dla Peety białą kopertę z odciśniętą pieczątką kosogłosa.- Proszę.Za pięć minut mam pociąg.

-Och Elfie źle mnie zrozumiałaś- puścił oko do niej- ale skoro już jedziesz to pozwól moja damo, że cię odprowadzę.-Nie czekając na reakcje moją i Peety szybko wyszedł i zatrzasną drzwi tuż przed moim nosem. Nie mam pojęcia co planuje, ale zapewne związane jest to z naszym odjazdem z Dwunastki. Zostaliśmy sami, ponownie otwieram drzwi i ciągnę mojego przyszywanego narzeczonego na zewnątrz, zamykam drzwi i prowadzę go na Łąkę. Nie lubię siedzieć w domu sama. Za wiele wspomnień jest z nim związanych, od moich pierwszych igrzysk, aż do teraz. Zdecydowanie wolę błądzić po świerzym powietrzu gdzie mam pewność, że żadne moje słowo nie jest ani nagrywane, ani manipulowane na korzyć mojego wroga. Czasami zastanawiam się dlaczego Panem nie może mieć normalnego prezydenta, bez psychopatycznych zamiarów związanych z zagładą niewinnych ludzi. Ufałam dla Paylor, ale teraz…

Dochodzimy pod bramę Peeta otwiera ją i tym razem prowadzi nas w przeciwną stronę do lekko udeptanej już ścieżki.
________________________________________________________________
Hejo! Dziś dość krótki, ale na usprawiedliwienie  powiem, że mam za tydzień 3 klasówki jedna po drugiej i  to w dodatku w środę gdy mam 8 lekcji -,-' Mam nadzieję, że ci, którzy to czytają nie są obrażeni xD( Wiem, że czytam to za pewne tylko ja xD) Komentujcie, czytajcie i udostępniajcie!!!
Ps. Jest duże prawdopodobieństwo, że stworzę inny blog gdzie będę opisywała przeżycia wnuczki Snowa na 76 igrzyskach głodowych! :)