Idę przed siebie. Tym razem
nie muszę się przeciskać przez ogrodzenie. Na mojej drodze stoi jedynie solidny
płot. Mam wrażenie, że jest tu tylko i wyłącznie na potrzeby ochrony przed
dzikimi zwierzętami. Droga wolna. Klucz ściskam mocno w ręce. Wkładam go do
kłódki, przekręcam i popycham bramę. Po całej rewolucji w dystryktach prawa
zmieniły się. W dalszym ciągu nie jest możliwe, aby każdy wchodził do lasu,
klucz mam tylko ja, Haymitch i główny strażnik lasu. A to dla bezpieczeństwa.
Przynajmniej tak utrzymuje i rozpowiada Paylor nasza nowa prezydent. Jeśli tak
jest naprawdę to zupełnie nie rozumiem, dlaczego otrzymał go Haymitch. Co
prawda zdarza mu się już rzadziej pływać w wódce całymi dniami, ale dalej jest
w alkoholowej pułapce.
Jestem już pod pierwszym
drzewem gdzie jest bezużyteczna skrytka na łuk. Oglądam się po raz ostatni na
bramę i biegnę przed siebie. Ściągam ubrania i pluskam się w przyjemnie
chłodnym jeziorze. Cieszę się jak małe dziecko. Szczerze mówiąc nie wiem, z
czego. Czy z tego, że już rok dystrykty są wolne i mimo moich obaw nie ma już
tyranii? A może, dlatego, że słońce muska moją skórę? Medycyna to kolebka
Dwunastki. Poddałam się operacji plastycznej i teraz przypominam człowieka, a
nie pachołek we wszystkich odcieniach różu. Wreszcie mogę patrzyć w lustro bez
obawy na to, że się popłaczę i zacznę wrzeszczeć jak opętana, bo zobaczę płaty
odstającej skóry i moje wnętrzności.
Strach minął, ale dalej jestem nienasycona
wolnością. Zaszedł szereg zmian i teraz jeden dystrykt z sąsiednim bez
pośrednio łączy linia kolejowa dostępna dla wszystkich. Widocznie słowa tego,
że jedność najważniejsza rzecz pani Paylor wzięła do serca.
Wychodzę z wody ubieram się
i idę do chatki. To tu ostatni raz spotkałam się z ojcem. To tu pokłóciłam się
z Galem i to tu spotkałam Bonie i Twil. To tu planowałam ucieczkę. Czuję lekkie
ukłucie w skroni. Nagle widzę przed sobą Johanne, szpulę drutu, Finnicka,
Enobarię, to wszystko działo się tak szybko. Ostatnia noc w niewoli. Tracę
panowanie…
Nazywam się Katniss
Everdeen. Mam osiemnaście lat. Żyję. Pochodzę z Dwunastego Dystryktu. Już od
roku jestem wolna. Snow i Coin nie żyje. Jestem symbolem rebelii, Kosogłosem.
Powoli wracam do
rzeczywistości. Dalej siedzę skulona z rękami na uszach i lekko się kołyszę.
Otwieram oczy i wlepiam swój wzrok w kominek gdzie pali się ogień. Nagle czuję
dłoń na swoim ramieniu. To nie jest uścisk Peety, więc kogo? Szubko zbieram się
do kupy i odwracam. Za mną stoi
Haymitch. Patrzy na mnie.
-Wszystko dobrze?
-Tak.-Próbuję zmienić grymas
na delikatny uśmiech. Przecież jestem dobrą aktorką…
-Chodź idziemy do domu, jest
już późny wieczór.Idę prosto na ścieżkę, którą tu przyszłam. Po chwili jesteśmy
przy bramie. Otwieram ją i idę w kierunku Ćwierka. Na miejscu starego, stoi
całkiem nowe legalne miejsce handlowe. Jest tu pełno stoisk. Podążam w kierunku
budynku Śliskiej Sae. Dalej gotuje, ale nie zupy z dzikich roślin czy potrawki
z dzikiego psa. Otworzyła prawdziwą restaurację. Do naszego dystryktu ludzie
przyjeżdżają z dwóch powodów albo są bardzo chorzy i tylko nasz szpital może im
pomóc, albo chcą skosztować potraw Sae. Obok jej budynku jest stoisko z
najlepszymi narzędziami, a naprzeciwko kolejny budynek. Należy on do trójki
najlepszych wizażystów w całym Panem. Przynajmniej moim zdaniem. Należy on do
Octavi, Flavii oraz Veni. Ludzie już nie głodują i zajmują się tym, czym chcą
lub w czym są dobrzy.
Otwieram drzwi i wchodzę to
pięknego pomieszczenia. Siadam przy ladzie i zamawiam dwie porcje zupy dyniowej
na miejscu oraz jedną na wynos. Ostatnio przypadła mi do gustu. Obok mnie
siedzi nowy kapitan Straży Pokoju. Ren. Nie przepadam za nim, a on za mną, ale
jest dla mnie niezwykle uprzejmy, więc cnie chcę być jego dłużniczką.
-Witaj
panno Everdeen.
-Dzień Dobry kapitanie.
-Jak miną dzień?
-Dobrze dziękuję.
Do naszej uprzejmej rozmowy
wtrąca się Haymitch z propozycją zmiany zamówienia, aby wszystkie porcje były
na wynos. Nie przepadają za sobą. Głównym powodem jest alkoholizm. Ren dość
często siłą z pomocą strażników wyciąga go z Głównego Placu, na którym lubi przesiadywać,
gdy jest pijany. Trzeba wtedy uważać by nie wydłubał komuś oka swoim ukochanym
nożem.
Zgadzam się na jego propozycję. Po chwili
wychodzimy z trzema metalowymi miskami połyskującymi w świetle zachodzącego
słońca. Podchodzę do stoiska ze słodyczami i kupuję torebkę ulubionych
cukierków Prim. Miętowych. Idę alejką prosto do domu. Cieszę się niezmiernie z
tego, że po dwóch stronach ulicy widzę domy zbudowane z trwałych materiałów
między innymi z modyfikowanego szkła, które zatrzymuje ciepło, a nie z blachy i
paru dziurawych desek. Nie ma już Wioski Zwycięzców. Została ona przekształcona
w najbogatszą dzielnicę już nie z trzema domami, ale dziesięcioma. Nie istnieje
również Pałac Sprawiedliwości, a Urząd Koronny. Wstęp tam mają wszyscy. Z
własnej woli bądź pod przymusem, choć ta druga opcja zdarza się naprawdę bardzo
rzadko.
Dzwonię dzwonkiem do drzwi i
przekraczam próg. Zdejmuję buty oraz wieszam swoją myśliwską kurtkę na haku
wbitym w ścianę o stonowanym kolorze. Wciągam nosem zapach farb olejnych, które
lubię czuć tylko w właśnie tym domu. Za mną stoi Haymitch.
-Witaj Katniss.- Mówi Peeta.
Podaje mi dłoń, ale najwyraźniej spostrzegł, że ma ją całą w farbie o
metalicznym złotym kolorze. Wyciera ją w biały fartuch, a raczej w umorusany
fartuch.
-Cześć Peeta. Kupiłam u Sae
trochę zupy dyniowej, mam nadzieję, że ci posmakuje.
-O, a kto to czyżby to nie
słynny pan Abermathy?- Haymitch zrobił się lekko czerwony na policzkach. Chyba
pierwszy raz w życiu jest czymś zawstydzony.
-Witaj. Ja już muszę iść.
Mam dużo spraw do załatwienia w Koronnym.-Odpowiada i podaje rękę dla
gospodarza. Cała się trzęsie. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie było
czuć fetoru bimbru przez cały dzień. Czyżby nie pił alkoholu od rana?
-Oh. No dobrze. A ty
zostaniesz?
-Tak. Zjemy razem.-Za każdym
razem, gdy spotykam Peetę próbuję być dla niego miła. Dalej odczuwa skutki
„osaczania”, a ja dalej czuję ukucia w skroni.
-Dobrze. O… została jeszcze
nawet jedna bułka z serem.- Machną ręką wskazując na krzesło, obite bordowym
materiałem pasującym do hebanowego stołu, które stało w kuchni. Następni
podchodzi do szafki i wyjmuje pieczywo. Siadam i odpakowuję zupę z foli. Peeta
kładzie dwie łyżki i podaje mi bułkę, następnie klika na guzik na pilocie i
wysuwa się czarny ekran, po chwili klika na kolejny i ukazuje się Plutarch
Heavensbee w szarej, błyszczącej marynarce, która przypominała część stroju
Caesara.
-Witam w wiadomościach!-
Ostatni raz oglądałam telewizję w Kapitolu. Nie interesuje mnie to, co się
dzieje w świecie celebrytów.
-To nowy program Plutarcha.
Z tego, co wiem to pokazywane są tu nowinki z całego Panem.- Może warto się
zainteresować? W końcu to nie jest program gdzie Flickerman będzie prowadził
wywiad z jakąś ważną osobistością z Kapitolu bądź kolejnym nieszczęśnikiem
zesłanym na śmieć podczas igrzysk.
Na ekranie ukazał się znak
Dwójki, następnie ekran poczerniał i pojawił się Gal.
Ubrany w szary kombinezon. Był podobny do tego z Trzynastki, lecz na
końcu tuniki widniało kilka pocisków. Trzymał mikrofon w ręku i zaczął udzielać
wywiadu. Trzymał się dobrze, a może nawet bardzo dobrze. Wbiłam swój wzrok w obraz
za nim. Stał przed Orzechem. Nie była to już góra gruzu z zasypanymi wejściami.
Była całkowicie odbudowana. Skierowałam swój wzrok na jego usta. Poruszał nimi
bardzo szybko. Nie słuchałam słów. Poczułam się źle. Czemu nie przyjechał?
Przez cały rok czekałam na jego przyjazd, na jego gest, pierwszy ruch. Gdybym
mogła to sama bym do niego przyjechała, ale ze względu na zabójstwo Coin miałam
surowy zakaz opuszczania Dwunastki.
Plutarch powrócił na wizję
wspomniał coś o Dwójce i ekran ponownie pociemniał. Pojawił się na nim kolejny
znak kolejnego dystryktu. Tym razem Ósemki. Pokazano pare zdjęć zniszczonego
magazynu, a następnie naprawionego. Teraz przed kamerą stała reporterka w jaskrawo
różowej peruce, była ubrana w obcisłą niebieską sukienkę całą w róże.
Odwróciłam wzrok. Za wiele wspomnień. Pokój Snow’a, duszący zapach krwi i róż,
biały pąk w moim domu, wielki bukiet w Trzynastce. Po raz kolejny czuję kucie w
skroni. Po raz kolejny tracę powoli kontakt. Przygryzłam wargę. Nie, nie tym
razem, nie przy Peecie. Nie teraz. Peeta przez cały czas patrzył na mnie. Był
przerażony. Czyżby się czegoś domyślał?
-Katniss, byłaś tam prawda
czy fałsz?- Przerwał duszącą ciszę. Mimo tego, że upłynął już okrągły rok dalej
odczuwa skutki jadu gończych os, więc ciągle gramy w „Prawda czy fałsz”.
-Prawda. Podczas wojny w tym
magazynie był szpital.
-Co się z nim stało?- Co mam
mu odpowiedzieć? Nie wiem czy dawny Kapitol nie wykorzystał tej propagity. Mam
wielką nadzieję, że nie, w innym wypadku obudzę w nim nienawiść do mnie i
problem z rozróżnieniem rzeczywistości i fikcji. Zdobywam w sobie odwagę i
mówię.
-Kapitol go zniszczył
podczas bombardowania. Zginęli wszyscy, którzy byli w środku…
-Niszczyłaś wtedy
poduszkowce? Prawda czy fałsz?- Przerwał mi. W sumie to cieszę się, że to
zrobił. Nie wiem, co bym mówiła dalej. Ścisnął rękami za oparcie krzesła.
-Prawda Peeta…- Nie jestem
pewna, co do mojej odpowiedzi. Przecież go niebyło wtedy ze mną. Kapitol musiał
wykorzystywać materiały z Ósemki przeciwko mnie, skoro wie tyle faktów
dotyczących tamtego zdarzenia. Peeta miał już coś powiedzieć, gdy na
telewizorze pojawił się herb Panem oraz hymn. W duchu dziękuję Plutarchowi, że
akurat w tym momencie to puścił. Paylor siedziała w fotelu. Nagranie leci na
żywo. Wlepiłam wzrok w ekran. Ten jeden jedyny raz od początku programu byłam
naprawdę zainteresowana.
-Witajcie drodzy mieszkańcy
Panem. Przed planowaną egzekucją Corionalusa Snow’a odbyła się narada
zwycięzców. Dotycząca organizacją
igrzysk głodowych.
Nie ma mowy, że ten przez, którego zaczęłaś pisać nie będzie komentował! Polecaj bloga, rób zwiastun, szablon zamów, zapisuj się do katalogów, reklamuj się na innych blogach i w ogóle :D masz wielki talent! Mówię CI! To dopiero pierwszy rozdział, a już wszystko doskonale XD I Igrzyska *. * Czas na drugi rozdział.
OdpowiedzUsuńJeju O.O Dziękuję!!! Nie wierzę w to co czytam!!!Oczywiście szablon w drodze, a drugi rozdział już jest i jeszcze dzisiaj będzie trzeci ;D OMG Dziękuję za komentarz i zrobię tak jak mówisz :)))
Usuń