środa, 19 listopada 2014

ROZDZIAŁ I




Idę przed siebie. Tym razem nie muszę się przeciskać przez ogrodzenie. Na mojej drodze stoi jedynie solidny płot. Mam wrażenie, że jest tu tylko i wyłącznie na potrzeby ochrony przed dzikimi zwierzętami. Droga wolna. Klucz ściskam mocno w ręce. Wkładam go do kłódki, przekręcam i popycham bramę. Po całej rewolucji w dystryktach prawa zmieniły się. W dalszym ciągu nie jest możliwe, aby każdy wchodził do lasu, klucz mam tylko ja, Haymitch i główny strażnik lasu. A to dla bezpieczeństwa. Przynajmniej tak utrzymuje i rozpowiada Paylor nasza nowa prezydent. Jeśli tak jest naprawdę to zupełnie nie rozumiem, dlaczego otrzymał go Haymitch. Co prawda zdarza mu się już rzadziej pływać w wódce całymi dniami, ale dalej jest w alkoholowej pułapce.

Jestem już pod pierwszym drzewem gdzie jest bezużyteczna skrytka na łuk. Oglądam się po raz ostatni na bramę i biegnę przed siebie. Ściągam ubrania i pluskam się w przyjemnie chłodnym jeziorze. Cieszę się jak małe dziecko. Szczerze mówiąc nie wiem, z czego. Czy z tego, że już rok dystrykty są wolne i mimo moich obaw nie ma już tyranii? A może, dlatego, że słońce muska moją skórę? Medycyna to kolebka Dwunastki. Poddałam się operacji plastycznej i teraz przypominam człowieka, a nie pachołek we wszystkich odcieniach różu. Wreszcie mogę patrzyć w lustro bez obawy na to, że się popłaczę i zacznę wrzeszczeć jak opętana, bo zobaczę płaty odstającej skóry i moje wnętrzności.

 Strach minął, ale dalej jestem nienasycona wolnością. Zaszedł szereg zmian i teraz jeden dystrykt z sąsiednim bez pośrednio łączy linia kolejowa dostępna dla wszystkich. Widocznie słowa tego, że jedność najważniejsza rzecz pani Paylor wzięła do serca.

Wychodzę z wody ubieram się i idę do chatki. To tu ostatni raz spotkałam się z ojcem. To tu pokłóciłam się z Galem i to tu spotkałam Bonie i Twil. To tu planowałam ucieczkę. Czuję lekkie ukłucie w skroni. Nagle widzę przed sobą Johanne, szpulę drutu, Finnicka, Enobarię, to wszystko działo się tak szybko. Ostatnia noc w niewoli. Tracę panowanie…

Nazywam się Katniss Everdeen. Mam osiemnaście lat. Żyję. Pochodzę z Dwunastego Dystryktu. Już od roku jestem wolna. Snow i Coin nie żyje. Jestem symbolem rebelii, Kosogłosem.

Powoli wracam do rzeczywistości. Dalej siedzę skulona z rękami na uszach i lekko się kołyszę. Otwieram oczy i wlepiam swój wzrok w kominek gdzie pali się ogień. Nagle czuję dłoń na swoim ramieniu. To nie jest uścisk Peety, więc kogo? Szubko zbieram się do kupy  i odwracam. Za mną stoi Haymitch. Patrzy na mnie.

-Wszystko dobrze?

-Tak.-Próbuję zmienić grymas na delikatny uśmiech. Przecież jestem dobrą aktorką…

-Chodź idziemy do domu, jest już późny wieczór.Idę prosto na ścieżkę, którą tu przyszłam. Po chwili jesteśmy przy bramie. Otwieram ją i idę w kierunku Ćwierka. Na miejscu starego, stoi całkiem nowe legalne miejsce handlowe. Jest tu pełno stoisk. Podążam w kierunku budynku Śliskiej Sae. Dalej gotuje, ale nie zupy z dzikich roślin czy potrawki z dzikiego psa. Otworzyła prawdziwą restaurację. Do naszego dystryktu ludzie przyjeżdżają z dwóch powodów albo są bardzo chorzy i tylko nasz szpital może im pomóc, albo chcą skosztować potraw Sae. Obok jej budynku jest stoisko z najlepszymi narzędziami, a naprzeciwko kolejny budynek. Należy on do trójki najlepszych wizażystów w całym Panem. Przynajmniej moim zdaniem. Należy on do Octavi, Flavii oraz Veni. Ludzie już nie głodują i zajmują się tym, czym chcą lub w czym są dobrzy.

Otwieram drzwi i wchodzę to pięknego pomieszczenia. Siadam przy ladzie i zamawiam dwie porcje zupy dyniowej na miejscu oraz jedną na wynos. Ostatnio przypadła mi do gustu. Obok mnie siedzi nowy kapitan Straży Pokoju. Ren. Nie przepadam za nim, a on za mną, ale jest dla mnie niezwykle uprzejmy, więc cnie chcę być jego dłużniczką.

-Witaj panno Everdeen.                                                

-Dzień Dobry kapitanie.

-Jak miną dzień?

-Dobrze dziękuję.

Do naszej uprzejmej rozmowy wtrąca się Haymitch z propozycją zmiany zamówienia, aby wszystkie porcje były na wynos. Nie przepadają za sobą. Głównym powodem jest alkoholizm. Ren dość często siłą z pomocą strażników wyciąga go z Głównego Placu, na którym lubi przesiadywać, gdy jest pijany. Trzeba wtedy uważać by nie wydłubał komuś oka swoim ukochanym nożem.

 Zgadzam się na jego propozycję. Po chwili wychodzimy z trzema metalowymi miskami połyskującymi w świetle zachodzącego słońca. Podchodzę do stoiska ze słodyczami i kupuję torebkę ulubionych cukierków Prim. Miętowych. Idę alejką prosto do domu. Cieszę się niezmiernie z tego, że po dwóch stronach ulicy widzę domy zbudowane z trwałych materiałów między innymi z modyfikowanego szkła, które zatrzymuje ciepło, a nie z blachy i paru dziurawych desek. Nie ma już Wioski Zwycięzców. Została ona przekształcona w najbogatszą dzielnicę już nie z trzema domami, ale dziesięcioma. Nie istnieje również Pałac Sprawiedliwości, a Urząd Koronny. Wstęp tam mają wszyscy. Z własnej woli bądź pod przymusem, choć ta druga opcja zdarza się naprawdę bardzo rzadko.

Dzwonię dzwonkiem do drzwi i przekraczam próg. Zdejmuję buty oraz wieszam swoją myśliwską kurtkę na haku wbitym w ścianę o stonowanym kolorze. Wciągam nosem zapach farb olejnych, które lubię czuć tylko w właśnie tym domu. Za mną stoi Haymitch.

-Witaj Katniss.- Mówi Peeta. Podaje mi dłoń, ale najwyraźniej spostrzegł, że ma ją całą w farbie o metalicznym złotym kolorze. Wyciera ją w biały fartuch, a raczej w umorusany fartuch.

-Cześć Peeta. Kupiłam u Sae trochę zupy dyniowej, mam nadzieję, że ci posmakuje.

-O, a kto to czyżby to nie słynny pan Abermathy?- Haymitch zrobił się lekko czerwony na policzkach. Chyba pierwszy raz w życiu jest czymś zawstydzony.

-Witaj. Ja już muszę iść. Mam dużo spraw do załatwienia w Koronnym.-Odpowiada i podaje rękę dla gospodarza. Cała się trzęsie. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie było czuć fetoru bimbru przez cały dzień. Czyżby nie pił alkoholu od rana?

-Oh. No dobrze. A ty zostaniesz?

-Tak. Zjemy razem.-Za każdym razem, gdy spotykam Peetę próbuję być dla niego miła. Dalej odczuwa skutki „osaczania”, a ja dalej czuję ukucia w skroni.

-Dobrze. O… została jeszcze nawet jedna bułka z serem.- Machną ręką wskazując na krzesło, obite bordowym materiałem pasującym do hebanowego stołu, które stało w kuchni. Następni podchodzi do szafki i wyjmuje pieczywo. Siadam i odpakowuję zupę z foli. Peeta kładzie dwie łyżki i podaje mi bułkę, następnie klika na guzik na pilocie i wysuwa się czarny ekran, po chwili klika na kolejny i ukazuje się Plutarch Heavensbee w szarej, błyszczącej marynarce, która przypominała część stroju Caesara.

-Witam w wiadomościach!- Ostatni raz oglądałam telewizję w Kapitolu. Nie interesuje mnie to, co się dzieje w świecie celebrytów.

-To nowy program Plutarcha. Z tego, co wiem to pokazywane są tu nowinki z całego Panem.- Może warto się zainteresować? W końcu to nie jest program gdzie Flickerman będzie prowadził wywiad z jakąś ważną osobistością z Kapitolu bądź kolejnym nieszczęśnikiem zesłanym na śmieć podczas igrzysk.

Na ekranie ukazał się znak Dwójki, następnie ekran poczerniał i pojawił się Gal.

Ubrany w szary kombinezon.  Był podobny do tego z Trzynastki, lecz na końcu tuniki widniało kilka pocisków. Trzymał mikrofon w ręku i zaczął udzielać wywiadu. Trzymał się dobrze, a może nawet bardzo dobrze. Wbiłam swój wzrok w obraz za nim. Stał przed Orzechem. Nie była to już góra gruzu z zasypanymi wejściami. Była całkowicie odbudowana. Skierowałam swój wzrok na jego usta. Poruszał nimi bardzo szybko. Nie słuchałam słów. Poczułam się źle. Czemu nie przyjechał? Przez cały rok czekałam na jego przyjazd, na jego gest, pierwszy ruch. Gdybym mogła to sama bym do niego przyjechała, ale ze względu na zabójstwo Coin miałam surowy zakaz opuszczania Dwunastki.

Plutarch powrócił na wizję wspomniał coś o Dwójce i ekran ponownie pociemniał. Pojawił się na nim kolejny znak kolejnego dystryktu. Tym razem Ósemki. Pokazano pare zdjęć zniszczonego magazynu, a następnie naprawionego.  Teraz przed kamerą stała reporterka w jaskrawo różowej peruce, była ubrana w obcisłą niebieską sukienkę całą w róże. Odwróciłam wzrok. Za wiele wspomnień. Pokój Snow’a, duszący zapach krwi i róż, biały pąk w moim domu, wielki bukiet w Trzynastce. Po raz kolejny czuję kucie w skroni. Po raz kolejny tracę powoli kontakt. Przygryzłam wargę. Nie, nie tym razem, nie przy Peecie. Nie teraz. Peeta przez cały czas patrzył na mnie. Był przerażony. Czyżby się czegoś domyślał?

-Katniss, byłaś tam prawda czy fałsz?- Przerwał duszącą ciszę. Mimo tego, że upłynął już okrągły rok dalej odczuwa skutki jadu gończych os, więc ciągle gramy w „Prawda czy fałsz”.

-Prawda. Podczas wojny w tym magazynie był szpital.

-Co się z nim stało?- Co mam mu odpowiedzieć? Nie wiem czy dawny Kapitol nie wykorzystał tej propagity. Mam wielką nadzieję, że nie, w innym wypadku obudzę w nim nienawiść do mnie i problem z rozróżnieniem rzeczywistości i fikcji. Zdobywam w sobie odwagę i mówię.

-Kapitol go zniszczył podczas bombardowania. Zginęli wszyscy, którzy byli w środku…

-Niszczyłaś wtedy poduszkowce? Prawda czy fałsz?- Przerwał mi. W sumie to cieszę się, że to zrobił. Nie wiem, co bym mówiła dalej. Ścisnął rękami za oparcie krzesła.

-Prawda Peeta…- Nie jestem pewna, co do mojej odpowiedzi. Przecież go niebyło wtedy ze mną. Kapitol musiał wykorzystywać materiały z Ósemki przeciwko mnie, skoro wie tyle faktów dotyczących tamtego zdarzenia. Peeta miał już coś powiedzieć, gdy na telewizorze pojawił się herb Panem oraz hymn. W duchu dziękuję Plutarchowi, że akurat w tym momencie to puścił. Paylor siedziała w fotelu. Nagranie leci na żywo. Wlepiłam wzrok w ekran. Ten jeden jedyny raz od początku programu byłam naprawdę zainteresowana.

-Witajcie drodzy mieszkańcy Panem. Przed planowaną egzekucją Corionalusa Snow’a odbyła się narada zwycięzców.  Dotycząca organizacją igrzysk głodowych.

2 komentarze:

  1. Nie ma mowy, że ten przez, którego zaczęłaś pisać nie będzie komentował! Polecaj bloga, rób zwiastun, szablon zamów, zapisuj się do katalogów, reklamuj się na innych blogach i w ogóle :D masz wielki talent! Mówię CI! To dopiero pierwszy rozdział, a już wszystko doskonale XD I Igrzyska *. * Czas na drugi rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju O.O Dziękuję!!! Nie wierzę w to co czytam!!!Oczywiście szablon w drodze, a drugi rozdział już jest i jeszcze dzisiaj będzie trzeci ;D OMG Dziękuję za komentarz i zrobię tak jak mówisz :)))

      Usuń